Analogowo

Laura


Czytaj więcej

Świat od paru lat co parę miesięcy chwieje mi się w posadach. Za pierwszym razem załamywałam ręce, za drugim także nie było łatwo. Za kolejnym przestałam walczyć i obserwowałam, co się wydarza. W pewnym momencie usłyszałam „będzie dobrze” i już nie chciałam w tę osobę rzucić patelnią, bo przecież…będzie. Nie wiem, czy dobrze, ale na pewno tak, jak ma być.

Nauczyłam się przyjmować od losu to, co daje, w pełnym tego spektrum. Wszelkie bóle, słabości, pretensje, żal, niedowierzania i rozczarowania. Cały czas ufam, bo widzę, że pomimo paniki, która zawsze jest pierwszym gościem na imprezie Końca Świata, ostatecznie każda wywrotka jest początkiem czegoś dobrego.

Zawód miłosny ojcem chrzestnym pasji? Być może. Matką chrzestną zrozumienia, o czym jest miłość? Niewykluczone. Nauczyłam się w taki sposób patrzeć, tak postrzegać, właśnie tak brać na barki bolesne upadki – jako przyczynki do czegoś lepszego, bardziej potrzebnego, albo po prostu jako nieodłączny element dochodzenia do celu.

Z bulimią, dziś myślę, że było podobnie. Gdyby nie moje zaburzenia odżywiania, nie zmieniłabym podejścia do jedzenia, do diet, do społeczeństwa, w którym żyjemy – a choroba właśnie otworzyła mi na to oczy. Na ten owczy pęd, na tę krzywdę, którą sobie wyrządzamy, na ból codzienności, na ofesjeę na punkcie ciała.

Bulimia jest matką mojej miłości do siebie i ojcem mojej fotografii – od niej się zaczęło, bo gdy sięgnęłam po aparat po raz pierwszy, wiedziałam, że chcę, by to wszystko miało większy sens. By dawało dobro. Bez niej by mnie tutaj nie było. Czuję wobec niej wdzięczność.

Tak chcę widzieć świat, dzięki temu wciąż nie zwariowałam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s