Akty

Historie pełnią zapisane w ciele


To historia zapisana w wielu aktach. 

Akt pierwszy – o naiwności. Wierze w to, co dobre. Ufności bezwzględnej i czułej naiwności. Akt o zaufaniu w każde słowo, fascynacji fizycznością, dotykiem, pocałunkiem. Akt o oddawaniu się życiu, nie zakładając złego. 

Akt drugi – o zranieniu. O miłości do utraty tchu, poświęceniu siebie. Niesłuchaniu starszych. Akt o wypłakanym morzu łez i skuleniu serca, które „nigdy już nie pokocha”. Utracie zaufania.

Akt trzeci – o powrocie do siebie. Słuchaniu ciała. Tworzeniu społeczności wokół swoich pasji. O sięganiu gwiazd, wygrzebywaniu się z popiołów. O naprawianiu tego, co powinno być naprawione lata wcześniej. 

W międzyczasie tyle innych aktów. O szalonych wyprawach. Największej z nienawiści – do samej siebie. Nagłych decyzjach. Krzyku w lesie do zdarcia gardła. Najgłębszych z oddechów, gdy bierze się życie pełnymi garściami, choćby nie wiem, jak bolało później, bo przecież nie ma czasu do stracenia. O słuchaniu oceanu na południowej półkuli i oglądaniu zachodów słońca w wulkanem w tle. 

Tyle aktów. 

Akt o uleczeniu serca. O zrozumieniu, że musiało być złamane, by przez jego szparę wpadło światło prawdziwego uczucia. Akt o dorosłości i spokojnym przyjmowaniu najgorszych z konsekwencji swoich zachowań. 

Tyle aktów zapisanych w ciele. Tyle historii. Tyle różnych ścieżek, by dojść do najważniejszego miejsca na świecie – do Siebie. 

Bez wszyskich popełnionych nieracjonalności nie byłoby mnie tutaj. Bez tych przepłakanych nocy, w których docierało do mnie, co naprawdę ważne. Mogłam wybierać łatwiejsze ścieżki – mogłam w ogóle nie próbować, wtedy jednak nigdy nie nauczyłabym się tyle o o sobie i świecie. 

O tym, że mocno złamane serce zaczyna naprawdę kochać. Że życie jest za krótkie, by się wahać, gdy całe serce woła „to ta decyzja”. 

Jedni idą spokojnie, powoli stawiając przemyślane kroki. Inni idą, kierując się wołaniem duszy. Może potykają się częściej, może bardziej ich boli – ale może też szybciej się uczą. Nie wiem. Wiem, że świat byłby nudny, gdybyśmy wszyscy byli tacy sami. 

Ja jestem wdzięczna za historie moich porażek. Wiem, że gdyby nie one, nie byłoby mnie tutaj. Wiem, że moja ścieżka to żyć jak najbardziej, próbować jak najwięcej i nie zawsze trafiać do celu – zawsze jednak wstając z kolan i szukając innych rozwiązań. Mówić Światu „sprawdzam”. Chybić. Chybić jeszcze raz. Chybić bardziej.

 Moja ścieżka to brać życia za rogi i mimo że niekiedy złorzeczę na to, ile kosztuje mnie takie działanie, wiem, że dzięki niemu dzisiaj jestem tu gdzie jestem. 

Bez nienawiści do siebie. Z pełną odwagą do działania. Z szacunkiem do swoich wyborów i do wyborów innych. Z duszą na dłoni, ale nie na ramieniu. Każdy ma inaczej, ja chciałabym żyć najpełniej jak to możliwe, nawet jeśli to oznacza częstsze szukaniu nowych ścieżek, gdy zaplączę się w zbyt wielu ideach. 

Jestem sobie wdzięczna, że zawsze wstaję na nogi. Że zawsze słucham serca. Że staram się nie ranić innych. I przede wszystkim- nie boję się. A nawet jak się boję, to działam- pomimo strachu.   

One Comment

  • Drogie Panie. LEGENDARNA sesja… Portretowe ujęcia i „słońce” to są w moich oczach jedne z najciekawszych i najlepiej zrealizowanych ujęć na całym blogu. Wszystkie Wasze historie, charaktery, piękno kształtów i form, które tu stworzyłyście i tak harmonijnie połączyłyście. Nie da się tego odpowiednio skomentować. Zachwycam się, po prostu. Dziękuję.

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Kreatywny Kajetan Anuluj pisanie odpowiedzi