Śluby

J&A nad jeziorem


Mieli szczęście. Był koniec września, rok raczej z tych pogodowo kapryśnych. A dzień ich ślubu? Gorący, słoneczny, iście letni, mimo że to ostatnie popołudnie przed jesienią. Piękna ceremonia w katedrze przy lubelskiej starówce, a póżniej impreza nad wodą.
Mam szczęście do par, które przede wszystkim chcą się dobrze bawić, milo spędzić czas z bliskimi, śmiać się i wzruszać.
Był to więc kolejny Wielki Dzień bez nadęcia, bez sztuczności.
Pięknie było patrzeć na tę dwójkę tak w sobie zakochaną po latach wspólnego tworzenia życia. Pozwolę sobie zacytować samą Julię: „Mój największy przywilej, w Twoich oczach znaleźć mój dom”. Też to widzicie?

Dodaj komentarz